Pornografia to liberalizm, który staje się widoczny
Współczesny Zachód cierpi na głębokie złudzenie. Potępiamy pornografię, jednocześnie odmawiając potępienia cywilizacji, która nieuchronnie ją stworzyła. Traktujemy Pornhuba, OnlyFans, aplikacje randkowe i komercjalizację intymności jako niefortunne nadużycia skądinąd zdrowego porządku, usterki, które należy regulować, a nie objawy, które należy zrozumieć. Obwiniamy Dolinę Krzemową, korporacje lub libertynów, ale to jedynie zwalnia nas z odpowiedzialności. Pornografia nie jest błędem w liberalnej cywilizacji. Jest jednym z jej najczystszych osiągnięć. Społeczeństwo, które stawia indywidualne preferencje ponad wszelką obiektywną koncepcję Dobra, nie może konsekwentnie sprzeciwiać się, gdy te preferencje stają się opłacalne. Rynek po prostu dostarcza tego, czego dusza nauczyła się już pragnąć.
W tym miejscu współczesna debata zawodzi. Liberalizm nieustannie powołuje się na wolność, zgodę, autonomię i wybór konsumenta, jakby same w sobie posiadały one treść moralną. Tak nie jest. Regulują one jedynie sposób, w jaki pragnienia są realizowane, a nigdy to, czy są one warte realizacji. Gdy cnota zostaje zastąpiona przez preferencję, a Dobro przez użyteczność, apetyt po cichu staje się suwerenny. Rynek nie uznaje rozróżnienia między pragnieniami, które uwznioślają duszę, a tymi, które ją poniżają; uznaje jedynie popyt. Pornografia nie jest zatem wypaczeniem liberalizmu, lecz jego logicznym ukoronowaniem.
Oto głębszy sens proklamacji Nietzschego, że „Bóg umarł”. Nie opisywał on jedynie upadku chrześcijaństwa, ale upadek cywilizacji ukierunkowanej na najwyższe Dobro. Gdy transcendencja znika, społeczeństwo nie staje się moralnie neutralne; tronuje kolejny absolut. W naszych czasach absolutem jest rynek. Nie pytamy już, czy coś jest prawdziwe, piękne czy dobre. Pytamy, czy się sprzedaje. Kapitał staje się czymś więcej niż siłą ekonomiczną; staje się siłą metafizyczną, przekształcając miłość w transakcję, tożsamość w markę, a pożądanie w dochód. Pornografia jest po prostu najczystszym wyrazem tej nowej religii.
Dla platonika jest to nie tylko porażka etyczna, ale katastrofa ontologiczna.
Platon rozumiał eros jako tęsknotę duszy za samym Pięknem, siłę mającą wznosić się ku Dobru. Pornografia odwraca ten proces. Uwięziła eros na najniższym poziomie, redukując go do nieskończonego ciągu oderwanych obrazów, które nigdy nie zaspokajają, ponieważ cienie nie posiadają substancji. Konsument myli stymulację ze spełnieniem, a ruch z transcendencją. Nie uciekł z jaskini Platona; zdigitalizował ją. Więzień nie potrzebuje już łańcuchów, ponieważ nosi jaskinię w kieszeni.
Tragedią jest to, że nazywamy to wolnością. Przez dekady obiecywano nam, że wyzwolenie od tradycji, małżeństwa i ograniczeń religijnych przyniesie szczęśliwszych i bardziej wolnych ludzi. Zamiast tego zbudowaliśmy prawdopodobnie najdziwniejszą cywilizację w historii: przesiąkniętą seksualnymi obrazami, a jednocześnie coraz bardziej niezdolną do małżeństwa, rodziny, intymności, a nawet reprodukcji. Nigdy seks nie zajmował tak dużej przestrzeni kulturowej, jednocześnie wytwarzając tak mało miłości. Zdesakralizowaliśmy eros tylko po to, by go utowarowić, odcinając go od rodziny i transcendencji, by mógł zostać zrekonstruowany jako rozrywka, reklama, subskrypcja i algorytmiczne zaangażowanie. To nie jest wyzwolenie, lecz likwidacja ludzkiej duszy.
Współczesny człowiek myli ten stan z buntem. Wyobraża sobie, że uwolnił się od kapłanów i królów, jednocześnie podporządkowując się marketingowcom, algorytmom i handlarzom apetytów. Celebruje autonomię, stając się jednocześnie idealnie przewidywalny dla korporacji, które doskonale wiedzą, który obraz przyciągnie jego uwagę. Nie czcimy już Boga, ale wciąż nie przestaliśmy czcić. Każda cywilizacja czci coś. Samo pragnienie naszego kultu, pod warunkiem, że pragnienie to da się spieniężyć.
Dlatego nie mam cierpliwości do debat, które zaczynają się i kończą na cenzurze. Usuń jedną stronę internetową, a jutro pojawi się kolejna, ponieważ pornografia nie jest fundamentalnie problemem technologicznym. Pornograf nie jest architektem naszej dekadencji, lecz jej handlarzem. On jedynie czerpie zyski z cywilizacji, która zapomniała, jak odróżnić wolność od rozwiązłości, eros od apetytu, piękno od przyjemności. Rynki nie mogą skorumpować ludzi, którzy już nie pragną korupcji; one jedynie wzmacniają to, co już istnieje w duszy.
Wyjście z sytuacji nie jest więc przede wszystkim prawne, lecz filozoficzne.
Zanim zapytamy, czy pornografia powinna zostać zakazana, musimy powrócić do pytania, na które liberalizm nie potrafi już odpowiedzieć: po co jest człowiek? Jeśli nie istnieje obiektywne Dobro, ku któremu należałoby skierować pożądanie, pornografia jest całkowicie racjonalna. Jeśli jednak człowiek istnieje po to, by wznosić się ku prawdzie, pięknu i Dobru, pornografia okazuje się fałszywym erosem, który uczy duszę przedkładać cienie nad słońce.
Zachód nie umiera z powodu istnienia pornografii. Pornografia istnieje, ponieważ Zachód nie pamięta już, po co istnieje cywilizacja. Ukoronowaliśmy apetyt, ochrzciliśmy konsumpcję mianem wolności, a hedonizm pomyliliśmy z ludzkim rozkwitem. Spędzamy wieczory, konsumując symulacje miłości, a potem zastanawiamy się, dlaczego zapomnieliśmy, jak kochać. Platon nazwałby to życiem w jaskini. My nazywamy to postępem.
Oryginalny post
Ciekawi Cię, jak pornografia zmienia Twoje postrzeganie i priorytety bez Twojej świadomej wiedzy? Przeczytaj to: